sobota, 22 grudnia 2012

Prezentowe hand made:




aniołki śpiochy - cztery (chociaż na zdjęciu dopiero trzy) już trafiły do właścicieli - dwuletniej Julki - tej od babci Halinki, licealistki Ady - mojej sąsiadki i dwóch przyszłych mam.
Niech cieszą posadzone na półce, biurku, czy wożone w drewnianym wózeczku.
Przygotowałam jeszcze dwa małe prezenty szyciowe z serii "porządkowej", którą mam zamiar kontynuować, ale zdjęcia dopiero po przyjściu Mikołaja.
Wszystkim zaglądającym na mojego bloga życzę Świąt zdrowych, wesołych i spokojnych. Może należałoby też życzyć odpoczynku od wszelkiego rodzaju robótek, ale w przypadku pasjonatek takiego spędzania czasu  mogłyby to być niewłaściwe życzenia, a więc w te Święta "róbta co chceta".

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Świąteczne ozdoby

Chociaż córka z wnuczką mieszkają ode mnie dość daleko, to na bieżąco, za pośrednictwem skype, mogę podziwiać ozdoby świąteczne, jakie wykonują w domu ....
papierowa kwietna zawieszka:

mini szopka z patyczków od lodów:

 pierwsze postacie do szopki z masy solnej - ma ich powstać więcej:

Mała bardzo lubi te wszystkie plastyczne prace, lepi, maluje, pomaga. Bardzo lubię patrzeć, gdy jest taka bardzo zajęta i przejęta.

A to "mikołajkowy" prezent dla Majki - pierwsza uszyta przez córkę na maszynie zabawka:


niedziela, 25 listopada 2012

Tilda na zimowo

Uwielbiam robić ubranka dla lalek, jak mam czas i nic mnie nie pogania. Wieczory coraz dłuższe, coraz częściej chce się posiedzieć w domowym ciepełku. Wyciągam wtedy szmatki, włóczki, maszynę, druty, szyję i dziergam. Słucham przy tym swojej ulubionej muzyki. Sprawiam mi to ogromną przyjemność. Robię jedno, a już myślę o następnym. Może w wolnej chwili wymyślę jakieś malutkie buty, przydałyby się jeszcze kurtka.....
A teraz "Tildowa" lalka przyodziana zimowo w ubrankach wyprodukowanych w ostatnim tygodniu bez butów i bez kurtki:






Ostatnio córka wspominała o lalce waldorfskiej dla wnuczki. Sprawdziłam w internecie i okazało się, że widziałam wiele razy na blogach takie lalki, podziwiałam je , ale nie wiedziałam, że to lalki waldorfskie.
Znalazłam stronę polską: http://www.lalinda.pl/ . Pani Agnieszka z Warszawy szyje takie piękne lalki i można je zamówić. Na tej stronie można również zamówić materiały do samodzielnego ich wykonania, nawet malutkie ubranka. Ja postanowiłam, że spróbuję sama taką lalkę wykonać. Myślę, że powstanie ona dopiero w następnym roku. Najpierw podszkolę się teoretycznie, ale materiały na wykonanie zamówiłam i już otrzymałam. A poniżej zdjęcie zawartości paczki ze sklepu Lalinda: rękawy z gazy w różnych rozmiarach i tkanina trykotowa na korpus, runo do wypełnienia, mocne nici do uformowania główki lalki, wosk do kolorowania policzków, długa igła, ozdobne gumki, tasiemki itp.:


sobota, 10 listopada 2012

Piernik i nie moje robótki w moim domu

Przepis na tytułowy piernik znajduje się na końcu tego posta. Jest wyśmienity i zachęcam wypróbowanie tego staropolskiego przepisu w Waszym domu.
Przepis pochodzi z książki "W staropolskiej kuchni i przy polskim stole" Marii Lemnis
i Henryka Vitry.

A poniżej robótki ręczne, które znajdują się w moim domu, a nie zostały przeze mnie wykonane. Cieszą moje oczy i przywołują miłe wspomnienia. Przy ostatnim przeglądzie szaf postanowiłam utrwalić je na zdjęciach.

Haftowany przez moją mamę obrus wraz z serwetkami:


Małe białe serwetki, również wykonane przez mamę. Szczególnie dobrze smakuje, podana na nich w kawa i ciasteczka:


Wyhaftowany wesoły zajączek na obrobionej szydełkiem serwetce do koszyczka ze święconką:


Szydełkowe serwetki - również dzieło mamy. Te mniejsze zawieszam na choince wraz ze słomianymi i drewnianymi ozdobami:



Serduszko krzyżykowe, które wyhaftowała moja córka na Dzień Mamy - oprawione w ramkę, za szybką, stoi na półce i przywołuje miłe wspomnienia, kiedy córki były jeszcze w domu:



Lniany obrus wraz z serwetkami, haftowany przez moja koleżankę, na moja prośbę. Schudła wtedy parę kilo - haftowała i haftowała, bo ciekawa była efektu końcowego swojej pracy. Len - to prześcieradło kupione za parę złotych gdzieś na bazarze. Obrus prezentuje się pięknie.



A że święta za pasem, w następnym tygodniu będę robić ciasto piernikowe, które wg staropolskiego przepisu, może leżakować 4 tygodnie przed pieczeniem, minimum 2 tygodnie, a upiec je trzeba na co najmniej 3-4 dni przed świętami. Robię je co rok, jest znakomite. I czym dłużej leży, tym jest lepsze. Może być również znakomitym prezentem świątecznym, tym bardziej dla tych zabieganych lub tych co nie umieją piec.

A oto przepis:
1/2 kg prawdziwego miodu, 2 szklanki cukru, 25 dkg smalcu (lub masła) podgrzać stopniowo, niemal do zawrzenia. Masę ochłodzić. Do chłodnej lub zaledwie letniej masy dodajemy stopniowo, wyrabiając ręką, 1 kg pszennej mąki, 3 całe jaja, 3 ścięte łyżeczki sody oczyszczonej, rozpuszczonej w 1/2 szklance zimnego mleka, 1/2 łyżeczki soli oraz 2-3 torebki korzennych przypraw do piernika (cynamon, goździki, kardamon, imbir itp.). Można też dodać do ciasta garść pokruszonych orzechów i 3 łyżki drobno posiekanej, usmażonej w cukrze skórki pomarańczowe.
Bardzo starannie wyrobione ciasto, po nadaniu mu kształtu kuli, wkładamy do kamionkowego garnka (lub emaliowanego bez odprysków), przykrywamy czystą lnianą ściereczką i umieszczamy w chłodnym miejscu, by powoli dojrzało.
Dojrzałe ciasto dzielimy na 2-3 części i po rozwałkowaniu pieczemy na blasze. Bezpośrednio po upieczeniu placki są twarde, lecz po 2-3 dniach skruszeją i niemal rozpływają się w ustach.
Ochłodzone placki przekładamy lekko rozgrzanym, dobrze wysmażonym prawdziwym powidłem śliwkowym, kajmakowym, marcepanowym, orzechowym. Można dać jedno przełożenie z powideł, a drugie z innej masy.
Bezpośrednio po przełożeniu piernik nakrywamy arkuszem czystego papieru i równomiernie obciążamy deseczką lub ..... np. odpowiedniej wielkości książkami.
Piernik długo zachowuje świeżość. Należy trzymać go w chłodnym miejscu.
Można piernik polukrować lukrem czekoladowym i ozdobić, lecz i nie zdobiony jest wyśmienity.

Mnie nigdy nie udało się ciasta dobrze wyrobić ręką, wychodzi mi mało ścisłe, wyrabiam drewnianą łyżką, wkładam do makutry i trzymam przykryte lnianymi ścierkami (nie folią!)- na dole w lodówce. Piekę na 4 dni przed wigilią. Po podzieleniu ciasta na 3 części trochę rozwałkowuję na stolnicy, a potem układam na dużej blasze z piekarnika (32 x 38 cm), wyłożonej papierem do pieczenia,  małe placki i dociskam, potem jeszcze wyrównuję wałkiem. Placek bardzo urośnie, więc musi być cienki. I tak kolejno piekę 3 placki, przekładam je: pierwszy powidłami (2 średnie słoiki), drugi - kajmakiem (kupuję gotowy kajmak z puszek - 2 puszki lub gotuję w wodzie 2 zamknięte puszki mleka skondensowanego słodzonego przez ok. 2 godziny i po ochłodzeniu wyjmuję z puszek), zawijam w pergamin albo papier do pieczenia, obciążam deskami i na to stawiam naczynia z wodą lub ciężkie książki. Na drugi dzień kroję wzdłuż  na 3 części i gotowe 3 pierniki. Nieraz, jeśli ma być prezent polewam lukrem z roztopionej czekolady z dodatkiem śmietany). Przechowuję w lodówce, ponieważ nie mam chłodnej piwniczki.
Ja dodaje masło zamiast smalcu i 2 torebki przypraw do piernika. Jak ktoś woli bardziej korzenne ciasto, może dodać 3 torebki. Przepis wygląda na skomplikowany, ale tak nie jest. Smacznego!

wtorek, 30 października 2012

Śpiochy



Aniołki - śpiochy szyłam po raz pierwszy. W związku z tym, że święta za pasem - nocne stroje wykonałam z lnu  i bawełny w wersji świątecznej. Najbardziej lubię ubieranie gotowych lal w te malutkie koszulki, spodenki, czapeczki, gdy już widać efekt końcowy. Sadzam je wtedy w widocznym miejscu, żeby cieszyły oczy do czasu kiedy opuszczą mój dom.

niedziela, 21 października 2012

Sal wiśniowy - 5 obrazek

Piąty obrazek haftowało się przyjemnie - dwoma nitkami muliny, krzyżykami 2 x 2 nitki lnu. Powstał w ciągu paru rannych godzin minionego weekendu, kiedy jeszcze za oknem była mgła.


Już nie mogę doczekać się efektu końcowego, tj. oprawionego obrazka. Zostało do wypełnienia jeszcze jedno miejsce oraz kwiatki pod napisem i poszukiwanie odpowiedniej ramki.

Słoneczny i ciepły weekend wypędził mnie z domu. Spędziłam wiele godzin na powietrzu, odwiedziłam na rowerze swoje ulubione zakątki, a w czasie odpoczynków na trawie, czy ławeczkach przeczytałam książkę Ewy Woydyłło "My rodzice dorosłych dzieci". Polecam nie tylko rodzicom dorosłych dzieci.
Na końcu książki zamieszczona jest lista porad dla rodziców,  na którą autorka natknęła się w berlińskiej poradni rodzinnej, prowadzonej przez lekarza Polaka: 21 sposobów na uspokojenie malucha, 21 sposobów na uspokojenie nastolatków, 10 przykazań dobrego rodzicielstwa. Dla przykładu jedno z przykazań: "Nie będziesz uczył dziecka tradycyjnych nonsensów o tym, jaka ma być kobieta, a jaki mężczyzna, co wolno im czuć i co wolno im robić." Przeczytałam te pożyteczne porady z  zainteresowaniem jednocześnie zastanawiałam się, co mi umknęło w trakcie wychowania córek. To wszystko warto byłoby wiedzieć, zanim człowiek stanie się rodzicem. Ale chociaż w stosunku do własnych dzieci stosowanie tych wszystkich zasad jest już spóźnione, to są przecież wnuki. W książce jest rozdział o dziadkach, który przeczytałam szczególnie uważnie. Wróciły wspomnienia, te miłe i o chwilach trudniejszych. Być babcią jest pod względem emocjonalnym zdecydowanie łatwiej.

sobota, 20 października 2012

Sal pierniczki














Zgodnie z zasadami tej zabawy należy wyhaftować co najmniej trzy pierniczki - zawieszki (np. na choinkę) i zamieścić trzy zdjęcia na blogu.
Pierwsze to zdjęcie materiałów przygotowanych do haftu. Będę haftować muliną DMC - kolory zgodnie z projektem - na Aidzie ecru, guziczki i tkaninę na tył pierniczków dobiorę po ich wyhaftowaniu. Zdecydowałam się na udział w salu, ponieważ to mini robótki i na pewno będzie się je przyjemnie haftowało.





niedziela, 7 października 2012

Sal wiśniowy - czwarty obrazek

Czwarty z obrazków to haft jedną nitką muliny i krzyżykami 1 x 1 na lnie. Znów musiałam użyć szkła powiększającego. Haftowało się jednak przyjemnie, a nagrodą za trud jest kolejny uroczy obrazek.


piątek, 31 sierpnia 2012

Koty, na razie dwa duże, powędrowały do babci Halinki, aby mogła bawić się nimi z 2-letnią wnuczką. Będą jeszcze dwa mniejsze z pościelowym wyposażeniem. Pewnie babcia Halinka dorobi dodatkowe ubranka dla tej kociej rodzinki. 


Koty i ubranka wykonane są z bawełny, torebka z filcu. Po raz pierwszy wypełniłam zabawki sprężystymi poliestrowymi kulkami, które znalazłam w internecie: http://www.arcona.pl/kulka_fr.html . Firma przesłała mi próbkę. Wcześniej stosowałam specjalne poliestrowe wypełnienie do zabawek jakiejś niemieckiej firmy (wyglądało jak wata i było dość drogie), ale zbijało się ono w grudki. Zobaczymy, jak sprawdzi się mój nowy nabytek. Na razie jestem zadowolona.

środa, 29 sierpnia 2012

Sal wiśniowy - trzeci obrazek

Trzeci z kolei obrazek haftowało się przyjemnie - od czasu do czasu, przeważnie w soboty lub niedziele przy porannej kawie. Bardzo dobry pomysł z takim "wspólnym" haftowaniem, które mobilizuje do ukończenia całości w konkretnie zaplanowanym czasie.

niedziela, 29 lipca 2012

Sal wiśniowy - drugi obrazek



Haftowanie na lnie krzyżykami 1x1, jedną nitką muliny, było dla mnie nie lada wyzwaniem. Oprócz okularów musiałam używać lupy i to w tym miejscu najbardziej powiększającym. To co wychodziło spod igły bardzo mi się podobało i tylko ciekawość efektu końcowego nie pozwoliła mi rzucić tej roboty w kąt. Przedłużenie terminu haftowania drugiego obrazka  do końca lipca dało mi możliwość wywiązania się z pracy w terminie. Nauka na przyszłość - haftować po trochu, ale systematycznie. Przy okazji odżył plan zakupienia fotela "babuni", a z konieczności - większej lupy z możliwością jej zainstalowania.

środa, 6 czerwca 2012

Anielinka

Dla Kajki uszyłam lalkę - aniołka, która będzie przypominała jej o uroczystym spotkaniu z okazji komunii. Anielinka w sukni i wianku - stosownie do uroczystości.



Rude włosy są tylko na zdjęciu. W rzeczywistości ich kolor jest brązowy, podobnie jak włosy właścicielki.

sobota, 2 czerwca 2012

Sal wiśniowy

Zachwycił mnie ten obrazek:
i postanowiłam wziąć udział w Salu wiśniowym u Mysi.
Poniżej zdjęcie pierwszego z obrazków, który wyhaftowałam


Nie było łatwo haftować na lnie te wszystkie zarysy kwiatów - nieraz i okulary nie wystarczały. Następne obrazki są bardziej krzyżykowe i mam nadzieję będzie łatwiej.

środa, 23 maja 2012

Kartka z okazji I Komunii

Uczestniczyłam w kolejnych warsztatach scrapbookingowych w Koniku na biegunach. Tematem było ozdobienie ramki zdjęcia i wykonanie kartki dla mamy. W związku z tym, że poproszono mnie o wykonanie kartki z okazji I Komunii dla dziewczynki, więc ja przygotowałam kartkę na tą uroczystość pod kierunkiem i z materiałów prowadzącej warsztaty bossanovy.

Zdjęcie kartki robiłam na trawniku przed kościołem:


Bardzo lubię nasze spotkania na warsztatach. Mam możliwość zapoznania się z tajnikami scrapkowania, odkrywam piękne dodatki, techniki wykonania i możliwości zastosowania w praktyce. Mogę podziwiać i dotykać prace wykonane przez utalentowaną prowadzącą, przypatrywać się jak i z czego są zrobione. Zaglądam do sklepów internetowych i - na razie - oglądam bogactwo proponowanych materiałów i akcesoriów oraz zapoznaję się z kuszącymi "wyzwaniami" na blogach. Coraz bardzie wciąga mnie to, zaczynam marzyć o własnych maszynkach, wykrojnikach, pięknych papierach itp. itd. Chyba zaraziłam się tą pasją .

sobota, 5 maja 2012

Koty dla Lenki

Dla małej Lenki uszyłam dwa kotki: większego w letniej sukience, z torebką i małego w spodenkach. Lenka ma dwa latka i wkrótce będzie miała małego braciszka. Kotki będą dla niej prezentem z okazji jego narodzin.


Dla kotów uszyłam również kołderkę i podusie:




W kołderce przyszyłam "rzepy", gdyby trzeba było małego kotka zawinąć w "rożek":




czwartek, 3 maja 2012

Ubranka i pościel dla małego kotka

W czasie weekendowych dni uszyłam pościel dla małego kotka Majki.
O uszyciu patchworku myślałam od dawna, więc ziściłam swój zamiar przy okazji tej mini kołderki: 


To mini szycie bardzo mi się spodobało, więc powstały również ubranka: 


 A tak mały kotek prezentuje się wiosennie w nowych sukienkach:





sobota, 28 kwietnia 2012

Mini albumik

Wykonałam mój pierwszy scrapbookingowy mini albumik na zdjęcia.
W niedzielę uczestniczyłam w warsztatach w Koniku na biegunach w Płocku. Tematem był właśnie mini albumik, którego bazę tworzyły papierowe torebki (sama nigdy bym na to nie wpadła). Warsztaty są fantastyczne. Dużo się uczę: poznaję materiały, dodatki, narzędzia, sposoby ich wykorzystania. Zobaczenie tego wszystkiego na własne oczy, dotknięcie, możliwość  wykorzystania do stworzenia samodzielnej pracy pod kierunkiem znawcy tematu, możliwość zadawania pytań, to nie to samo, co czytanie na ten temat.
Prowadząca - bossanova zaprezentowała nam również swoje prace, które mnie zachwyciły i zainspirowały do stworzenia albumu (już nie mini). Nie nastąpi to w najbliższym czasie, ale mam już ogólny plan co album będzie zawierał i zaczynam gromadzić materiały.

Mini albumik ze zdjęciami wraz z mini kotkiem jest już u Majki.


Kotek dołączy do kociej rodziny, która już mieszka z Majką. Tym razem uszyłam mu ubranko do spania. W planie jest jeszcze kołderka i poduszka oraz inne ubranka.

A poniżej efekt pracy na warsztatach:








Jedna z torebek nie została zaklejona i tworzy z prawego boku kieszonkę na dodatkowe,  włożone luzem, zdjęcia. W kieszonce zamieściłam też kolorowy tag z wierszykiem i odciśniętym"buziaczkiem" od babci. Na pierwszym zdjęciu widoczny jest sznureczek do niego.

sobota, 21 kwietnia 2012

Anioł Tilda

Od jakiegoś czasu marzyłam o uszyciu Tildowego anioła. Długo się do tego zbierałam. Podglądałam i podziwiałam tego typu prace na blogach,  szukałam wykrojów,  czytałam wskazówki, gromadziłam tkaniny i wreszcie jest. Moją pierwszą anielicę uszyłam w poprzednim tygodniu. Zdjęcie zrobiłam dopiero dzisiaj. Jeszcze rano nie mogłam zdecydować się, czy to będzie anielica ze skrzydłami, dlatego na zdjęciu ich nie ma, czy po prostu lala. Ale będą i różowe skrzydła. Korzystałam z wykroju i tkanin Tilda. Zakupiłam również wspaniałe, inspirujące książki wydawnictwa Buchmann: Radosne dekoracje, Przytulne dekoracje, Dekoracje na Boże Narodzenie, wydane w języku polskim. Zawierają wiele wykrojów i opisy wykonania: aniołów, śpiochów, zwierzaków, domków, serduszek, ludzików, kołderek itp. Polecam szczególnie początkującym, takim jak ja. Szyjąc nie mogłam doczekać się etapu końcowego - upinania włosów, przyszywania falban sukienki i pozostałych dodatków. Najwięcej trudności sprawiło mi przewijanie wąskich części nóg i rąk oraz wypchanie lalki watą poliestrową. Mimo, że naczytałam się o sposobie wypełniania korpusów, to nie było to proste. Gdzieniegdzie wata pozbijała się w grudki albo tworzyły się zmarszczki i nierówności. Ale, w związku z tym, że anielic będzie więcej, mam nadzieję dojść do wprawy. A teraz anielinka siedzi na kanapie i cieszy moje oczy. Nie wiem czy dłużej u mnie pozostanie, czy zagości w innym przyjaznym miejscu.
W przyszłości planuję jeszcze popracować nad zdjęciami, ale - jak to moja babcia mówiła - nie od razu Kraków zbudowano.

Poniżej moja anielinka, jeszcze bez skrzydeł, przysiadła na komodzie:


a następnie na kanapie, aby zaprezentować swoją 65 cm wysokość:


Teraz widzę, że przydałyby się jeszcze letnie klapki. Póki co może być letnim bosym aniołem sadów i razem z utęsknieniem będziemy czekać na pierwsze czereśnie.