poniedziałek, 16 grudnia 2013

Przygotowania świąteczne

Moja pierwsza duuuża (2,20 m x 2,20 m) patchworkowa narzuta na łóżko. Szycie niby proste, ale to obracanie, przekładanie, zwijanie, upychanie żeby zmieściło się pod maszyną i zechciało się przesuwać - to duży wysiłek fizyczny. Podzieliłam szycie na dwie części, ale następną tak dużą pracę, o ile się przydarzy, podzielę na trzy części. Pod spodem tkanina z IKEA (po ok. 15 zł za metr), więc narzuta może być wykorzystana dwustronnie. Narzuta będzie prezentem świątecznym dla mojej córki. Święta i jej dopytywania zmobilizowały mnie do zabrania się za szycie i jest:



Mam nadzieję, że i inne prezenty się uszyją.

A co do prezentów, to i niektóre z moich wypieków przeznaczam na prezenty. Należy do nich staropolski piernik świąteczny (przepis można znaleźć na blogu po prawej stronie, w etykietach), który od ponad 3 tygodni dojrzewa w kamiennych misach. Będę go piekła w piątkowy wieczór, a w sobotę rano przełożę masą kajmakową i powidłami ze śliwek.
Również ciastka półfrancuskie w zależności od foremek (gwiazdka, choinka czy zajączek),  zapakowane w okolicznościowe pudełko, mogą być wspaniałym prezentem z okazji świąt.

Ciastka siekane półfrancuskie

80 dkg maki, 8 żółtek, 2 kostki masła, ok. 1 szkl. śmietany gęstej, 1 łyżka octu, 1/2 łyżki cukru pudru
Do mąki dodać wszystkie składniki, posiekać tasakiem do połączenia, szybko zagnieść. Włożyć do lodówki na 1 godz. Wyjmować partiami i rozwałkować. Kroić ciasteczka, smarować białkiem, posypać grubym cukrem i upiec. Ciastek wychodzi z tej porcji bardzo dużo, więc można zrobić np. z połowy porcji. Są znakomite.

Podaje jeszcze przepis z książki "W staropolskiej kuchni" na wyśmienity makownik świąteczny:

Ciasto krucho-drożdżowe:
na stolnicy posiekać nożem, aby dobrze się złączyły, następujące składniki: 40 dkg maki pszennej, 15 dkg masła, 5 dkg drożdży rozmieszanych dokładnie w 3 łyżkach śmietany (lekko kwaśnej), 1/2 utłuczonej laski wanilii lub otartą z 1/2 cytryny skórkę, 2 czubate łyżki cukru pudru, 2 całe jaja i 1 (lub 2) żółtka oraz 1/3 łyżeczki soli.
Posiekane ciasto zagnieść rękami, powinno być niezbyt ścisłe i lśniące. Gotowe ciasto rozwałkowujemy cienko w kształcie prostokąta na lekko omączonej stolnicy, pokrywamy równomiernie farszem makowym (pozostawiając wolny margines szerokości 2 cm), zwijamy, ostrożnie przenosimy do podłużnej formy wysmarowanej masłem (formę można wyłożyć natłuszczoną folią aluminiową lub papierem do pieczenia) i pozwalamy makownikowi rosnąć przez ok. 1 godz. Aby uniknąć spękania makownika, można go ponakłuwać ostrym drewienkiem. Makownik wkładamy do średnio gorącego piekarnika. Po 45-50 minutach powinien być upieczony.
Po upieczeniu i ochłodzeniu makownik można polukrować lukrem cytrynowym, i zanim lukier zastygnie, posypać drobno posiekanymi lekko zrumienionymi migdałami.
Przy zwijaniu makownika pomagam sobie papierem do pieczenia, na którym układam ciasto.
To zwijanie wychodzi raz lepiej, raz gorzej, tzn. raz makownik jest okrąglutki, a innym razem płaski, ale zawsze jest smaczny.

Farsz makowy:
40 dkg uprzednio umytego maku zalewamy 1 l wrzącego mleka i gotujemy (mleko powinno zaledwie mrugać) na małym ogniu przez 30 minut. Osączony na sitku mak należy zemleć na maszynce (użyć sitka o najmniejszych oczkach) 3-4 razy.
W rondlu żeliwnym rozpuszczamy 15 dkg masła, 3/4 szkl. pszczelego miodu, dodajemy drobniutko utłuczoną laskę wanilii, 10 dkg niezbyt drobno posiekanych migdałów (lub orzechów), 15 dkg rodzynek, 1/2 filiżanki pokrajanej drobno usmażonej w cukrze skórki pomarańczowej. Teraz dodajemy mak i przesmażamy go z podanymi składnikami przez 15 minut (często mieszając, by uniknąć przypalenia). Do nieco ochłodzonej masy dodajemy 3-4 żółtka utarte z szklanką cukru i pianę bardzo sztywno ubitą z pozostałych białek. Można dodać kieliszek dobrego rumu lub koniaku. Jeszcze letni farsz nakładamy na ciasto.

niedziela, 24 listopada 2013

Krajobrazu mi się zachciało

Dzisiaj w Szkole Patchworku poznałyśmy tajniki tworzenia krajobrazów i szycia po łuku.
Mój pierwszy krajobraz tak sobie wymyśliłam:


Tęskno mi trochę za takim widokiem.

wtorek, 19 listopada 2013

Deszczowy weekend listopadowy...

Deszczowy weekend spędziłam pracowicie robótkowo-kulinarnie i przy dobrej muzyce.
Wreszcie skończyłam torbę na różności dla Halinki - to c.d. zaległego prezentu w ramach "zachęty" do haftowania.
W środku trzy kieszenie i jedna na zewnątrz. Słabo widoczne zamknięcie - to pas tkaniny w pasy, wszyty dookoła wraz z górną lamówka w kratkę. Wciągniętymi w tunel tasiemkami można zamknąć torbę.


Po przeciwnej stronie inna kieszeń z wlotem i wylotem - miejsce na zrolowane wykroje, tkaninę lub linijki:

Tradycyjnie w połowie listopada zabieram się za robienie ciasta piernikowego wg staropolskiego przepisu.
Będzie dojrzewać - leżakować w lodówce w kamiennych makutrach, przykryte lnianymi ściereczkami, aż je upiekę 4 dni przed świętami. Ciasto jest smakowite i tym lepsze im dłużej poleży. Ale u nas nigdy nie poleżało, więc w tym roku podwójna porcja.
Przepis można znaleźć z prawej strony pod etykietami: "piernik staropolski" lub "przepisy kulinarne". Jeśli nabierzecie chęci na przygotowanie tego smakołyku, to należy pamiętać, że ciasto musi dojrzewać w chłodnym miejscu nie mniej niż 2 tygodnie przed pieczeniem.


Upiekłam również kruche pierożki do barszczu wigilijnego wg przepisu z książki:
"W staropolskiej kuchni"  Zamrażam je. Później łatwo odgrzać je w piekarniku.

Kruche ciasto: 20 dkg maki, 12 dkg masła, 1 małe jajo, łyżka śmietany oraz 1/2 łyżeczki soli. Składniki łączymy siekając je nożem, a następnie szybko zagniatamy ciasto, które powinno odpocząć w chłodnym miejscu przez 30 minut. Z dość cienko rozwałkowanego ciasta wycinamy kieliszkiem do wina lub szklanka do herbaty kółka, na każde nakładamy nieco farszu grzybowego i ze złożonych przez pół kółek formujemy pierożki, dokładnie zlepiając brzegi. Pierożki układamy na blasze i pieczemy w gorącym piekarniku, na złoty kolor. Podajemy ciepłe lub odgrzane w piekarniku.
Farsz: ugotowane grzyby (ok. 8 dkg), siekamy bardzo drobno, przesmażamy na maśle z małą, drobno posiekaną cebulą, po czym łączymy dokładnie z 1 łyżką bułki tartej i 1 całym, surowym jajem. Farsz solimy i pieprzymy do smaku. Wywar z gotowania grzybów możemy przeznaczyć na zupę.

Poniżej zdjęcie tkanin (przed prasowaniem i cieciem), które zgromadziłam do mojej pierwszej i do tego dużej (2,20 x 2,20 m), narzuty patchworkowej.


Tkaniny już wyprasowane i przycięte - zajęło mi to pół niedzieli. Zabrakło mi kilku batikowych kawałków, ale już je zamówiłam i czekam na dostawę. W przyszłym tygodniu zabieram się za szycie (wreszcie, bo swoje odleżały na półce, a przyszła właścicielka narzuty - moja córka już się dopytuje o nią).

A w następną niedzielę znów spotykamy się w Szkole Patchworku w Warszawie. Będziemy zgłębiać tajniki szycia krajobrazów. I znowu pracowity weekend - jak ja tak lubię.

niedziela, 10 listopada 2013

Świętuję ...

Znowu uszyłam koty - tym razem dla Filipa:


Idzie zima, więc wieczorami dziergam z włóczki mini ubranka dla lalek:

Nie bardzo lubię te lalki, ale jak już są, to muszą jakoś normalnie wyglądać.

Świętuję nie tylko z okazji 11 Listopada, ale również z powodu spełnienia jednego z moich marzeń. Przesyłka z zamówiona nową maszyną doszła w piątek, więc poznaję, co moja Janome potrafi:

Planuję również, aby moje następne marzenie spełniło się jak najszybciej - może na wiosnę. To moja mała pracownia z półkami, szufladami, pojemnikami, schowkami na różności do szycia, dziergania, haftowania, z miejscem na maszynę do szycia, miejscem tylko na komputer, aby pozostałe pomieszczenia uwolnić od nitek, ścinków, poutykanych wszędzie tkanin, włóczek, dodatków, itp. itd. Ci co nie mają takiej pracowni, to wiedzą co to znaczy.
U nas dzisiaj słońce, po południu idę pośpiewać i skosztować "Marcelinki", a jutro odwiedzę Stary Rynek i spróbuję rosołu z gęsi. Lubię takie długie weekendy.

niedziela, 3 listopada 2013

Moje pojagi

W ostatni weekend października uczestniczyłam w kolejnych warsztatach w Szkole Patchworku w Warszawie. Tym razem zgłębiałyśmy tajniki koreańskiej pojagi (pojadżi). "Załapałam" o co chodzi, ale dobrać odpowiednie tkaniny, potem wykonać z nich dzieło - to nie jest prosta sprawa - chociaż wcale na taką nie wygląda. Marzy mi się firanka uszyta w tej technice, ale to "wyższa szkoła". Samo skompletowanie odpowiednich tkanin zajmie wiele czasu. Na razie mini pojagi w moim wykonaniu przeznaczę na uszycie poduszki:


Na warsztatach atmosfera, jak zwykle, wspaniała - czuję się tam jak w gościnie u przyjaciół. Tym razem były własnej roboty powidła, chałka z masłem i różne smakołyki gospodarzy, ciasta i suszone czipsy z jabłek przywiezione przez uczestniczki warsztatów, rozmowy, wymiana doświadczeń, które co prawda przeszkadzają w toku pracy, ale nie samą pracą człowiek żyje. Obdarowane też zostałyśmy próbkami tkanin ze sklepu "Ładne tkaniny" - na zdjęciu poniżej to te kolorowe:

Moim dodatkowym celem na warsztatach było poznanie elektronicznej maszyny do szycia Janome MC 6600 (chyba nic nie pomyliłam), szyłam na niej i się "zakochałam". Mam w planie zakup nowej maszyny i dylemat: czy mechaniczna, czy elektroniczna.
W tym tygodniu podejmę decyzję.
A w listopadzie znów wybieram się do Warszawy na następne warsztaty - z krajobrazów.

poniedziałek, 21 października 2013

Zasady komunikacji ...

Odebrałam w poprzednim tygodniu dwie przesyłki:




Będę mogła wypróbować tkaniny z "nowego" sklepu "Wzory i kolory". A książki "Wychowanie bez porażek" i "Wychowanie bez porażek w praktyce", które kiedyś już czytałam - chciałam mieć w swojej bibliotece, by do nich wracać. Zamówiłam je pod wpływem warsztatów o zasadach komunikacji pomiędzy rodzicami a dziećmi, w których biorę udział. Oparte są one właśnie na metodach Thomasa Gordona - autora tych książek.  
W wielkim skrócie, czego dowiedziałam się do tej pory:

Dziecko jest jak rwąca rzeka, rodzic – to granitowy brzeg.
Dziecko jest jak młode drzewko, rodzic – jak palik wsadzony do podparcia.


RODZIC POWINIEN BYĆ:
-         szanujący – angażujący się w życie dziecka, szanujący jego uczucia, jego potrzeby,
-         zaangażowany – nie odsyła dzieci, pomoże gdy coś złego się dzieje,
-         autentyczny – nie zakłamuje uczuć,
-         dostępny – dziecko nie boi się przyjść do rodzica.

MIŁOŚĆ TO DAWANIE UWAGI, POZYTYWNE MOTYWOWANIE

Zależy nam, aby wychować dzieci asertywne (nie dominujące lub uległe) – takie które umieją powiedzieć o swoich potrzebach, domagać się realizacji swoich potrzeb w sposób akceptowany społecznie.

Żeby wychować takie dzieci potrzebna jest funkcjonalna rodzina i akceptacja. Dzieci akceptujemy w 100% ale stawiamy bariery złym zachowaniom.

FUNKCJONALNA RODZINA, to rodzina, w której:
1)      problemy są zauważane i rozwiązywane,
2)      członkowie rodziny cieszą się wolnościami - każdy może mieć swoje spostrzeżenia, uczucia, myśli, pragnienia, fantazje,
3)      wszystkie relacje oparte są na dialogu i równości, wszyscy są jednakowo ważni,
4)      członkowie rodziny mogą zaspakajać swoje potrzeby,
5)      członkowie rodziny mogą być indywidualnościami,
6)      rodzice robią to - co mówią, że robią, dotrzymują słowa,
7)      role w rodzinie są wybierane i zmieniające się,
8)      atmosfera jest radosna i pełna spontaniczności,
9)      zasady wymagają uzasadnienia,
10)   naruszenie wartości drugiej osoby budzi poczucie winy,
11)   błędy są wybaczane i postrzegane jako okazja do uczenia się,
12)   cały system rodziny służy każdej jednostce,
13)   rodzice są w kontakcie ze zdrowym poczuciem wstydu,
14)   rodzice okazują sobie miłość, serdeczność i szacunek.
Wtedy dzieci czują się bezpieczne.

GRANICE:
1)      emocjonalne -  wmawianie, że czuję się inaczej niż się czuję naprawdę.
Dzieci nie mają granic emocjonalnych, gdy zaprzecza się ich uczuciom, gdy rodzice nie dają uwagi dziecku, dzieci nie wiedzą, jak się czują, nie umieją swoich uczuć nazwać.
Należy uczyć dzieci nazywać uczucia.
2)      intelektualne – nie mamy granic intelektualnych, gdy nie wierzymy we własną wiedzę, intelekt 
Nie boję przyznać się, że wiem inaczej.
3)      duchowe – umiejętność bronienia własnych wartości (np. w towarzystwie palących dzieci,
dziecko nie boi się powiedzieć, że nie zapali, aby mama nie zawiodła się na nim).

U ludzi psychologowie obserwują 4 warianty granic:

1)      są ludzie, którzy nie mają granic – wszystko można im zrobić, a oni i tak się nie obrażą,
2)      mur zamiast granic – nie dopuszczają do siebie nikogo, nie mówią o uczuciach, nie proszą o nic, jeśli ktoś im chce coś poradzić, to nie każą wtrącać się w swoje sprawy itp. Bierze się to z wcześniejszego łamania granic, odmawiania uwagi, lekceważenia potrzeb. Żeby nikt nie zranił, otacza się murem.
3)      uszkodzony system granic – nie przyznaje się do swoich uczuć, zaprzecza swoim uczuciom; ludzie nieprzewidywalni – raz będą krzyczeć, kłócić się, innym razem szybko ulegną, chociaż jest to dla nich niekorzystne. Rodzice tacy są niestabilni, dziecko nigdy nie wie jak rodzic się zachowa. Dzieci też nie będą wiedziały jak się czują, jak się zachować.
4)      prawidłowy system granic – człowiek asertywny, wie na co może pozwolić innym, a na co nie, wie co powiedzieć i powie o tym, ale tak by szanować uczucia swoje, a zarazem innych.

Wiedząc to, możemy dążyć do osiągnięcia prawidłowego systemu granic.

Jeśli szwankują nasze zachowania, relacje w rodzinie itp., to możemy liczyć się z zaburzeniami zachowania u dzieci. Przyczyny zaburzeń mogą być również niezależne od nas, np. z powodu niesprawności (np. niedosłuch, niedowidzenie), chorób.

W poniedziałki o 16:00 następne spotkania, już nie mogę się doczekać.

sobota, 5 października 2013

Jesień ... pyszna zapiekanka z dyni

Lubię taką jesień: słońce, trochę mgły, kasztany, kolorowe liście, lekki wiatr, rower, pachnące warzywa i owoce, przetwory (ale bez przesady).

Czapki dla Niny i Maćka wydziergane wieczorami - środkowe z bawełny, gdy jeszcze nie za zimno, ale już czapka się przydaje, szare z wełny i akrylu, gdy ziąb, ale jeszcze nie zimowy:

Skarby z wycieczki rowerowej na jesienny bukiet (te po prawej stronie) i moje ulubione na balkonie:

Powidła z węgierek (bez cukru) robią się w piekarniku , w słoikach: kilogram pokrojonej i ususzonej pietruszki, a w drugim słoju pokrojone i ususzone dwa duże selery, następne już się suszą rozłożone na papierach, na dole grzyby - podarunek od sąsiadów - duszone w garnku, a po prawej stronie warzywa z piekarnika z ziołami :


Widok z mojego okna w kuchni - poranna mgiełka nad petrochemią:



Na koniec zachwytów nad jesienią przepis na pyszną zapiekankę z dyni i ziemniaków z kuchni mojej wegetariańskiej córki - sama również robiłam i aż szkoda byłoby nie podzielić się takim przepisem:

ok. 1 kg ziemniaków pokrojonych w plastry, 3 średnie cebule, 2 kg dyni pokrojonej w kostkę, przyprawy na każdą warstwę zapiekanki: sól, pieprz, zioła prowansalskie,  dodatkowo na dynię - carry. 
Na dno naczynia do zapiekania należy wlać oliwę lub olej, rozłożyć warstwę ziemniaków, cebulę, ziemniaki, dynię, na wierzchu trochę cebuli i na to ziemniaki. Piec ok. 1 godz. w temp.  200 - 180 stopni pod przykryciem. Pod koniec można zdjąć pokrywkę, aby ziemniaki zarumieniły się. Smacznego!

środa, 25 września 2013

Pojagi

Na ostatnich warsztatach z farbowania tkanin zauroczył mnie wiszący na ścianie patchwork z przezroczystych tkanin w wykonaniu Anny Sławińskiej:


Ten obrazek nie oddaje jego rzeczywistego wyglądu.
Dzisiaj dowiedziałam się, że poznam technikę jego wykonania  na październikowym kursie szycia patchworku i że ta technika nazywa się "pojagi". Więcej na ten temat:
 http://www.szkolapatchworku.pl/nasze-zaj-cia/kalendarz-zaj/index.php/;focus=AZPLPR_cm4all_com_widgets_EventCalendar_673660&path=show?m=d&a=20130924104806-5537&cp=1#AZPLPR_cm4all_com_widgets_EventCalendar_673660
Ciekawie zapowiadają się również w listopadzie: krajobrazy i szycie po łuku.
Już nie mogę doczekać się na te spotkania.

Przykłady pojagi można również zobaczyć:
https://www.google.pl/search?q=pojagi&client=firefox-a&hs=H5W&rls=org.mozilla:pl:official&channel=fflb&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=OitEUoWwO8r64QSc94GoBw&ved=0CCwQsAQ&biw=1024&bih=596&dpr=1

środa, 28 sierpnia 2013

Poduszki z ptasim motywem

W ciągu dwóch wieczorów uszyłam dwa "nocne jaśki". Zainspirowałam się rysunkami objętych skrzydłami ptasich maluchów znalezionych kiedyś w internecie. Bardzo mi się spodobały i cieszę się, że mogłam je przenieść na tkaninę.



Do uszycia nowych poduszek zmobilizowało mnie sierpniowe sew along na blogu http://szczecinszyje.blogspot.com/2013/08/sierpniowe-sew-along.html?showComment=1375433958655#c8709812375354099390

niedziela, 25 sierpnia 2013

Etui na igły, poduszeczka, pudełko z materiału

Etui na igły, poduszeczkę na szpilki, pudełko z materiału uszyłam dla przyjaciółki, która zainspirowana zdjęciami w pewnym włoskim czasopiśmie, sama postanowiła wziąć się do haftowania:



sobota, 3 sierpnia 2013

Trzecia do kompletu

Doszyłam trzecią poduszkę do kompletu:



Bisquit guilting - jedna z technik zaprezentowana na kursie szycia patchworku: "Patchworkowe efekty specjalne"  u Ani i Marzeny. Opisywałam sposób wykonania poduszek we wcześniejszym wpisie z 15 czerwca.
Moje poduszkowe prace zgłaszam na konkurs Łucznika.

niedziela, 28 lipca 2013

Worki do przedszkola

Dla mojej wnuczki Majki, która rozpocznie niedługo edukację przedszkolną uszyłam worki do przedszkola:


piątek, 26 lipca 2013

Mini szycie - ubranka dla Barbi

Maja otrzymała w prezencie pierwszą Barbi, a ja przypomniałam sobie, jak wspaniale można się nią bawić - mimo tylu zastrzeżeń pod jej adresem. Od sąsiadki - licealistki  dostałam jedną z jej lal (przechowywanych w dużym pudełku z przeróżnymi akcesoriami i ubrankami), która miała służyć mi za model w trakcie projektowania i szycia ubranek. Nie spodziewałam się, że w internecie znajdę również używane lalki w dobrym stanie. Zamówiłam i po dwóch dniach przyszła paczka z 9 lalkami i ubrankami. Trzy z nich powędrowały już do Majki, reszta zostaje u mnie i posłuży za modele przy szyciu ubranek. Powstały już:

 


Do szycia tych mini ubranek wykorzystuję resztki dzianin, koronki, elementy bielizny itp. itd. Muszę jeszcze zaopatrzyć się w malutkie zatrzaski (najlepiej plastikowe) oraz wąskie i delikatne taśmy "rzepy". U nas w pasmanterii jedynie sztywne o szer. 2 cm, a zatrzaski plastikowe tylko czarne. Liczę na internet.

środa, 24 lipca 2013

Pourlopowy mini guilt

Mimo pourlopowego rozleniwienia, zasiadłam do maszyny. Uszyłam dla mojej 3 letniej wnuczki podkładkę "dydaktyczną" na stół:

środa, 19 czerwca 2013

Wigwam

Uszyłam wigwam dla wnuczki. Wystające na samym dole kijki bambusowe będą wkopywane w piasek. Jeśli nie chcemy wkopywać kijków w ziemię, to można tunele na kijki zaszyć od dołu, tak, aby nie wychodziły one na zewnątrz.
Wigwam szyłam na podstawie instrukcji:
http://toriejayne.blogspot.co.uk/2013/05/fabric-wigwam-tutorial.html

Planuję jeszcze doszyć "podłogę", czyli przepikować dwie warstwy tkaniny z włókniną poliestrową. W połowie długości boków podłogi i dolnych boków wigwamu przyszyję tasiemki do wiązania. Wtedy boki wigwamu będą stabilniejsze.

sobota, 15 czerwca 2013

Bisquit quilting, noc muzeów 2013, szpinak, który dobrze się kojarzy

Bisquit guilting - jedna z technik zaprezentowana na kursie szycia patchworku: "Patchworkowe efekty specjalne"  u Ani i Marzeny. W moim wykonaniu dwie poduszki do siedzenia:

Kolorowy wierzch uszyłam z 12 cm kwadratów z tkaniny Roberta Kaufmana, z firmy KONA.  Kwadraty te przyszyłam do 10 cm kwadratów z tkaniny pościelowej, a do wypełnienia użyłam kulek poliestrowych. Spód - jednolita tkanina bawełniana przepikowana wraz z wierzchem.


A że nie samą praca i pasjami człowiek żyje, przedstawiam poniżej przepis na pyszne danie ze szpinaku, które pokochają nawet "niejadki" szpinaku:


Składniki:
na ciasto: 0,5 kg mąki, 1 filiżanka od kawy oliwy, 190 g wody chłodnej, 1 łyżeczka soli.
na farsz: 1 kg szpinaku (może być świeży lub mrożony), 300 g cebuli ze szczypiorem, 1 pęczek koperku, 1 por, 2 jaja, 150 g oleju, sól, pieprz, można dodać ser Feta.

Wykonanie:
farsz: szpinak młody zblanszować, mrożony ugotować, wylać na sito, zagrzać połowę oleju, dodać pokrojoną cebulę i por, podsmażyć, zestawić z ognia, wrzucić pokrojony koper, rozbite jajka i szpinak, sól, pieprz, ewentualnie rozkruszony ser Feta i wymieszać.

ciasto: do mąki dodać wszystkie składniki, wyrobić na miękkie ciasto, podzielić na kulki, rozwałkować na cienkie placki

Na blaszce do pieczenia, wysmarowanej oliwą lub wyłożonej papierem do pieczenia, układać warstwę ciasta (również na boki formy), posmarować olejem, następną warstwę ciasta, posmarować olejem, farsz, następnie znów dwie warstwy ciasta - każda posmarowana olejem. Zlepić dokładnie ciasto z boku formy, aby szpinak nie wypływał w czasie pieczenia. Ja nakłuwam jeszcze wierzch widelcem, aby nie tworzyły się pęcherze. Piec około 1 godziny, aż wierzch będzie złoty.
Ciasto nadaje się do jedzenia na ciepło i na zimno. Często robię więcej, dzielę na porcje, owijam w folię aluminiową i zamrażam. Świetny sposób na szybki poczęstunek dla niespodziewanych gości. Wkładam w folii aluminiowej do kuchenki i podgrzewam (ok. pół godziny). Jest to ulubione danie mojej wegetariańskiej córki, która ten przepis przywiozła dawno temu z Grecji.
Zamiast ciasta w wersji wykonanej samodzielnie można zastosować gotowe ciasto francuskie lub filo. Można też nie dodawać jajek, jeśli ktoś ich nie je, wtedy sypałam trochę bułki tartej.
Polecam i życzę smacznego.
Może przydać się link do instruktażu, jak podobne ciasto wykonać:
http://www.youtube.com/watch?v=SQITqEJ-TvQ

Jeszcze zaległe fotki z nocy muzeów 2013 w Warszawie - odwiedziłam nowoczesne Muzeum Historii Żydów Polskich:



Podziwiałam architekturę, przysłuchiwałam się niezwykle interesującej międzynarodowej debacie: "Architektura Muzeum Historii Żydów Polskich - inspiracja, symbolika, proces, funkcjonalność", w której udział wzięli: prof. Rainer Mahlämaki (Finlandia) – projektant Muzeum Historii Żydów Polskich, prof. Bogdan Paczowski (Luksemburg) – przewodniczący jury konkursu na projekt muzeum, projektant Muzeum Historii Polski, prof. Ewa Kuryłowicz – wiceprezes zarządu Kuryłowicz & Associates, polski partner Rainera Mahlamäkiego, prof. Maria Poprzęcka – dyrektor Instytutu Historii Sztuki, Uniwersytet Warszawski, Grzegorz Piątek – krytyk architektury i kurator. Prowadzenie: arch. Grzegorz Stiasny – autor wielu realizacji, krytyk architektury. 
Obejrzałam pierwszą wystawę czasową, składającą się z amatorskich filmów nakręconych przed wojną przez Żydów z USA, którzy z kamerami odwiedzali rodzinne strony.
Więcej o tej wystawie :
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,13933118,Pierwsza_wystawa_w_Muzeum_Zydow__Amatorskie_filmy.html

Byłam również na wystawie "Splendor tkaniny" w Zachęcie:





To tylko kilka fotek, które i tak nie oddają klimatu i kunsztu. Tkaniny i instalacje fascynujące.
Lubię atmosferę nocy muzeów, w następnym roku znów wybiorę się do Warszawy.

W tym roku planuję jeszcze odwiedzić  w Łodzi Triennale tkaniny.
Więcej o triennale: http://www.muzeumwlokiennictwa.pl/aktualna-edycja

środa, 22 maja 2013

Z bawełny... i wieści z gniazda

Podczas wiosennych porządków w szafie znalazłam bawełniane cienkie batysty, z których uszyłam letnie bluzki i szorty dla wnuczki:



Wykroje z Burdy nr 6 z 2002 r. i nr 3 z 2009 r. - rozm. 98. Z tych cienkich, ale stabilnych tkanin szyje się wspaniale. Mam nadzieję, że w noszeniu też się sprawdzą.

Z włóczki bawełnianej wydziergałam ubranka i kocyk dla malutkiej lalusi:



Bardzo lubię patrzeć na Majkę, jak bawi się lalkami, jak je tuli, układa na poduszkach, przykrywa kocykami. Przebieranie jeszcze nie jest na topie, więc będę miała czas do skompletowania garderoby. Przyznaję, że lubię te mini robótki.

Skończyłam również szycie poduch z bawełnianej satyny, przepikowanej razem z bawełnianą ociepliną. Poduchy wypełnione są kulkami poliestrowymi. Ubywa mi ich z wielkiego wora, który nieopatrznie zamówiłam, nie zdając sobie sprawy z tego, ile zajmuje miejsca. Ale przynajmniej córki będą miały poduchy. Podobne szyłam już wcześniej. Tym razem to prezent dla drugiej córki. Poniżej zdjęcie zapakowanych już poduszek gotowych do drogi:


Donoszę również, że odzyskałam balkon, po 1,5 miesięcznej "okupacji" przez rodzinę gołębi. Młode gołębie, zachęcane przez mamę wyfrunęły z gniazda na choince. Poniżej zdjęcia z przygotowań do ich pierwszego lotu.