piątek, 29 marca 2013

Misz masz...

Świętowanie czas zacząć. Wszystkim odwiedzającym mojego bloga życzę radosnych Świąt.


To nie koszyczek wielkanocny, a nosidełko z pościelą patchworkową dla lalek, szmacianym Tildowym zajączkiem oraz pisankami decoupage od mojej przyjaciółki Halinki. Jadą do Majki.


Są to jedne z pierwszych prac w tej technice Halinki. Mniejsze pisanki zapakowane w przyozdobione radosnym motywem pudełko. Zdjęcia, niestety, nie oddają w pełni uroku ozdób.

niedziela, 24 marca 2013

Majka rośnie ... Mazurek staropolski

Jak ja dawno nie szyłam dla małej dziewczynki, w dodatku bez miary. Moja wnuczka w sierpniu pójdzie pierwszy raz do przedszkola i chcę własnoręcznie uszyć dla niej wyprawkę ubrankowo - woreczkową. Widzimy się często poprzez skype.Wydaje się taka duża, ale czy ubranka będą na nią dobre? Na początek, na próbę -  bawełniana sztruksowa sukienka na podszewce
i spódniczka - rozmiar  98 cm, wykrój z Burdy. Spotkamy się w święta w Pradze i okaże się, czy stroje pasują i czy się spodobają Majce i jej mamie.


Trochę sobie przy okazji tego szycia powspominałam dawne czasy, kiedy w sklepach nic nie było i dla moich córek sama szyłam ubrania, robiłam swetry, czapki itp. z "wystanych"
w kolejkach tkanin czy włóczek.
Szyłam też stroje dla lalek. Przy okazji wiosennych porządków i na fali wspomnień, wyciągnęłam z zakamarków lalki moich córek. Lalki mają ponad 30 lat. Pozują do zdjęcia
w uszytych dla Majki strojach.

Dla lalki w granatowej spódniczce szyłam dawno temu strój krakowianki, ale nie wiem co się
z nim stało. Zostały po nim tylko czerwone korale. W wolnej chwili spróbuję go odtworzyć.


Duża lala przyjechała z Kanady. U nas w domu jest ponad 30 lat, wcześniej służyła innym dzieciom, więc może mieć koło czterdziestki.Trzymana za rękę porusza nogami.
W kieszonce sukienki można schować małą maskotkę:


Lala - niemowlak - zakupiona w Peweksie. Ubranka z sh:

Był jeszcze jeden niemowlak, trochę mniejszy i lżejszy od tego na zdjęciu, ale spodobał się Majce i pojechał do Pragi.

Pod koniec tygodnia będziemy szykować smakołyki na świąteczny stół.
Może przyda się wspaniały przepis na mazurek staropolski zwany "królewskim".
Przepis pochodzi z książki "W staropolskiej kuchni" Marii Lemnis i Henryka Vitry.
W tym roku na święta wyjeżdżam, ale mazurki, jak co roku, będę piekła, i zabieram je ze sobą. Jeden poleci ze mną do Pragi.
Oto przepis:
W donicy ucieramy 35 dkg najlepszego masła "na pianę". Do utartego masła dodajemy 12 dkg cukru pudru, 12 dkg obranych i drobniutko posiekanych (nie mielonych!) migdałów, odrobinę skórki cytrynowej, 37 dkg maki pszennej, 4 ugotowane i przetarte przez sitko żółtka, 1 surowe żółtko i szczyptę soli.
Z podanych składników zagniatamy na stolnicy jednolite w konsystencji ciasto, które powinno "odpocząć" w chłodnym miejscu co najmniej przez godzinę.
2/3 ciasta rozwałkowujemy na grubość palca i wykładamy nim natłuszczoną masłem i lekko oprószoną mąka blachę. Z pozostałego ciasta wytaczamy cienkie wałeczki grubości ołówka i układamy na cieście równomierną kratkę. Cały mazurek smarujemy (przy pomocy miękkiego pędzelka) surowym żółtkiem i pieczemy w dobrze nagrzanym piekarniku na jasnozłoty kolor.
Gdy mazurek ostygnie, wkładamy do kratek dokładnie odsączoną konfiturę (wiśnie, czereśnie, małe truskawki). Całość możemy polać lekkim lukrem utartym z 10 dkg cukru pudru, łyżki gorącej wody i łyżki soku cytrynowego.
Mazurek ten zajmuje ok. pół blachy. Ja piekę trzy mazurki. Każdy oddzielam papierem do pieczenia.
Smacznego.



niedziela, 10 marca 2013

Zajączek - patchworkowe wprawki

W niedzielę 3 marca uczestniczyłam w drugich warsztatach patchworkowych w Warszawie pod patronatem Bernina. Prowadzące: Anna wraz z Marzeną tym razem zaplanowały dla nas szycie ozdób wielkanocnych techniką "paper pieced". Godziny mijały niespodziewanie szybko przy szyciu, słuchaniu i przyglądaniu się w jaki sposób wykonać aplikacje, lamówki z lamownikiem i bez lamownika, oblamowanie patchworka, pikowanie. To wszystko w scenerii patchworkowych dzieł prowadzących, wszechobecnych kolorowych tkanin i maszyn do szycia Bernina.
W moim wykonaniu wychylający się z koszyczka zajączek na wiosennym tle:



sobota, 2 marca 2013

Poduszkowo mi ...

W niedzielę - 3 marca, jadę do Warszawy na drugi kurs szycia patchworku. Może po tym kursie nabiorę więcej odwagi do uszycie mojej pierwszej patchworkowej narzuty, która ciągle jest w fazie projektowania, tzn. na razie przekładania kolorowych kwadratów: tak, czy tak, a może tak, a może jeszcze inaczej .... Pewne jest tylko to, że batikowych tkaninek nie wystarczy, wiec zamówiłam nowe. Może wtedy mnie oświeci ...



A tymczasem:
przybywa poduszek, a kulek poliestrowych ubywa - co mnie bardzo cieszy. Pisałam wcześniej, że mam tego 10-cio kg wór. Zamawiając nie spodziewałam się, że to taka wielka paka. Więc moje córki zostaną obdarowane poduchami - takimi 50 x 60 do wnętrza poszewek. Poduchy szyję z białej satyny bawełnianej, przepikowanej z ociepliną i wypełnione na maksa kulkami. Dla wnuczki - z ociepliną bawełnianą. Poduch powstało już sześć i będą następne. Przy okazji poznaję co moja maszyna, nie hafciarka, zdoła "wyhaftować" i uczę się pikowania z opuszczonymi ząbkami. Łatwe to, jak na pierwszy raz, nie jest, ale na pewno wygodniejsze niż pikowanie wzorów z podniesionymi ząbkami. A że widać tego nie będzie spod poszewki, to próbuję: koty, chmurki, kwiaty. Pierwsze koty za płoty ....



Przygotowałam również materiały do salu sosnowego: len Belfast 32 ct i białą mulinę. Len jest piękny i mam nadzieję, że w tym roku zdołam wyhaftować ten wspaniały obrazek oraz dokończyć ostatni obrazek salu wiśniowego. Miałam nie brać więcej udziału w tych blogowych wspólnych haftowaniach, ale bez tego nigdy nie zmobilizowałabym się do wykonania takich projektów.  A marzy mi się jeszcze seria botaniczna...