niedziela, 24 listopada 2013

Krajobrazu mi się zachciało

Dzisiaj w Szkole Patchworku poznałyśmy tajniki tworzenia krajobrazów i szycia po łuku.
Mój pierwszy krajobraz tak sobie wymyśliłam:


Tęskno mi trochę za takim widokiem.

wtorek, 19 listopada 2013

Deszczowy weekend listopadowy...

Deszczowy weekend spędziłam pracowicie robótkowo-kulinarnie i przy dobrej muzyce.
Wreszcie skończyłam torbę na różności dla Halinki - to c.d. zaległego prezentu w ramach "zachęty" do haftowania.
W środku trzy kieszenie i jedna na zewnątrz. Słabo widoczne zamknięcie - to pas tkaniny w pasy, wszyty dookoła wraz z górną lamówka w kratkę. Wciągniętymi w tunel tasiemkami można zamknąć torbę.


Po przeciwnej stronie inna kieszeń z wlotem i wylotem - miejsce na zrolowane wykroje, tkaninę lub linijki:

Tradycyjnie w połowie listopada zabieram się za robienie ciasta piernikowego wg staropolskiego przepisu.
Będzie dojrzewać - leżakować w lodówce w kamiennych makutrach, przykryte lnianymi ściereczkami, aż je upiekę 4 dni przed świętami. Ciasto jest smakowite i tym lepsze im dłużej poleży. Ale u nas nigdy nie poleżało, więc w tym roku podwójna porcja.
Przepis można znaleźć z prawej strony pod etykietami: "piernik staropolski" lub "przepisy kulinarne". Jeśli nabierzecie chęci na przygotowanie tego smakołyku, to należy pamiętać, że ciasto musi dojrzewać w chłodnym miejscu nie mniej niż 2 tygodnie przed pieczeniem.


Upiekłam również kruche pierożki do barszczu wigilijnego wg przepisu z książki:
"W staropolskiej kuchni"  Zamrażam je. Później łatwo odgrzać je w piekarniku.

Kruche ciasto: 20 dkg maki, 12 dkg masła, 1 małe jajo, łyżka śmietany oraz 1/2 łyżeczki soli. Składniki łączymy siekając je nożem, a następnie szybko zagniatamy ciasto, które powinno odpocząć w chłodnym miejscu przez 30 minut. Z dość cienko rozwałkowanego ciasta wycinamy kieliszkiem do wina lub szklanka do herbaty kółka, na każde nakładamy nieco farszu grzybowego i ze złożonych przez pół kółek formujemy pierożki, dokładnie zlepiając brzegi. Pierożki układamy na blasze i pieczemy w gorącym piekarniku, na złoty kolor. Podajemy ciepłe lub odgrzane w piekarniku.
Farsz: ugotowane grzyby (ok. 8 dkg), siekamy bardzo drobno, przesmażamy na maśle z małą, drobno posiekaną cebulą, po czym łączymy dokładnie z 1 łyżką bułki tartej i 1 całym, surowym jajem. Farsz solimy i pieprzymy do smaku. Wywar z gotowania grzybów możemy przeznaczyć na zupę.

Poniżej zdjęcie tkanin (przed prasowaniem i cieciem), które zgromadziłam do mojej pierwszej i do tego dużej (2,20 x 2,20 m), narzuty patchworkowej.


Tkaniny już wyprasowane i przycięte - zajęło mi to pół niedzieli. Zabrakło mi kilku batikowych kawałków, ale już je zamówiłam i czekam na dostawę. W przyszłym tygodniu zabieram się za szycie (wreszcie, bo swoje odleżały na półce, a przyszła właścicielka narzuty - moja córka już się dopytuje o nią).

A w następną niedzielę znów spotykamy się w Szkole Patchworku w Warszawie. Będziemy zgłębiać tajniki szycia krajobrazów. I znowu pracowity weekend - jak ja tak lubię.

niedziela, 10 listopada 2013

Świętuję ...

Znowu uszyłam koty - tym razem dla Filipa:


Idzie zima, więc wieczorami dziergam z włóczki mini ubranka dla lalek:

Nie bardzo lubię te lalki, ale jak już są, to muszą jakoś normalnie wyglądać.

Świętuję nie tylko z okazji 11 Listopada, ale również z powodu spełnienia jednego z moich marzeń. Przesyłka z zamówiona nową maszyną doszła w piątek, więc poznaję, co moja Janome potrafi:

Planuję również, aby moje następne marzenie spełniło się jak najszybciej - może na wiosnę. To moja mała pracownia z półkami, szufladami, pojemnikami, schowkami na różności do szycia, dziergania, haftowania, z miejscem na maszynę do szycia, miejscem tylko na komputer, aby pozostałe pomieszczenia uwolnić od nitek, ścinków, poutykanych wszędzie tkanin, włóczek, dodatków, itp. itd. Ci co nie mają takiej pracowni, to wiedzą co to znaczy.
U nas dzisiaj słońce, po południu idę pośpiewać i skosztować "Marcelinki", a jutro odwiedzę Stary Rynek i spróbuję rosołu z gęsi. Lubię takie długie weekendy.

niedziela, 3 listopada 2013

Moje pojagi

W ostatni weekend października uczestniczyłam w kolejnych warsztatach w Szkole Patchworku w Warszawie. Tym razem zgłębiałyśmy tajniki koreańskiej pojagi (pojadżi). "Załapałam" o co chodzi, ale dobrać odpowiednie tkaniny, potem wykonać z nich dzieło - to nie jest prosta sprawa - chociaż wcale na taką nie wygląda. Marzy mi się firanka uszyta w tej technice, ale to "wyższa szkoła". Samo skompletowanie odpowiednich tkanin zajmie wiele czasu. Na razie mini pojagi w moim wykonaniu przeznaczę na uszycie poduszki:


Na warsztatach atmosfera, jak zwykle, wspaniała - czuję się tam jak w gościnie u przyjaciół. Tym razem były własnej roboty powidła, chałka z masłem i różne smakołyki gospodarzy, ciasta i suszone czipsy z jabłek przywiezione przez uczestniczki warsztatów, rozmowy, wymiana doświadczeń, które co prawda przeszkadzają w toku pracy, ale nie samą pracą człowiek żyje. Obdarowane też zostałyśmy próbkami tkanin ze sklepu "Ładne tkaniny" - na zdjęciu poniżej to te kolorowe:

Moim dodatkowym celem na warsztatach było poznanie elektronicznej maszyny do szycia Janome MC 6600 (chyba nic nie pomyliłam), szyłam na niej i się "zakochałam". Mam w planie zakup nowej maszyny i dylemat: czy mechaniczna, czy elektroniczna.
W tym tygodniu podejmę decyzję.
A w listopadzie znów wybieram się do Warszawy na następne warsztaty - z krajobrazów.