poniedziałek, 24 listopada 2014

O sobie samym - Around the World Blog Hop


Dzisiejszy post  napisałam na zamówienie Ani, która prowadzi bloga http://aploch.blogspot.com/  i która zaprosiła mnie do udziału w Around the World Blog Hop.
Quilterki-blogerki z całego świata opowiadają o sobie i swoich pracach.

O sobie samej
O patchworku myślałam od dawna, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam kolorowe zdjęcie w "Burdzie", którą kolekcjonowałam i w której od czasu do czasu pojawiały się piękne narzuty, poduszki, serwety, wykonane z kolorowych, pięknie dobranych tkanin. Ale swoje pierwsze patchworkowe prace wykonałam całkiem niedawno. Wcześniej praca, małe dzieci. działka, kolejki, studia zajmowały mój czas. Dodatkowo w okresie "pustych półek" szyłam. dziergałam i haftowałam różności dla rodziny. Wiele lat temu córka przywiozła mi z USA zestaw startowy do patchworku: nóż z okrągłym ostrzem, skórzany ochraniacz na palec, linijki, zakrzywione agrafki i mini wzory, potem odwiedzałam zagraniczne sklepy dla hobbystów i zobaczyłam te wszystkie cudowności, o których nawet nie wiedziałam do czego mogą służyć i o których u nas można było tylko marzyć. Ale marzenia się spełniają - mamy sklepy z tkaninami, dodatkami, akcesoriami, zagraniczną prasę, internet - można planować, wybierać, szyć. Tylko wolnego czasu trochę brakuje.
Zawodowo zajmuję się zamówieniami publicznymi. Mam dwie wnuczki: czteroletnią Majkę i miesięczną Matyldę. Bloga założyłam, gdy urodziła się pierwsza wnuczka. Była to ciekawość czy podołam, a potem okazało się, że jest to również forma kontaktu z moimi córkami, które mieszkają w innych miastach, rodziną i przyjaciółmi.
Lubie czytać, jeździć na rowerze, zgłębiam tajniki życia bez pszenicy (glutenu) i wegetariańskiej kuchni.
Moją pasją staje się szycie patchworków.


Szyję lale i różne drobiazgi dla wnuczek i przyjaciół:


Od czasu do czasu robię kartki świąteczne, namiot dla wnuczki, ubranka dla lalek, dekoracje świąteczne, ostatnio stolik kawowy z drewna czereśniowego:


Nad czym teraz pracuję?
Szyję patchworkowe prezenty świąteczne, różowości do pokoiku starszej wnuczki, patchworkowe koty do łóżeczka młodszej.
Projektuję dla córki narzutę 240 x 240 cm w tonacji:

 

Czym moje prace różnią się od prac innych quilterek?
Jestem na początku swojej drogi do świata patchworków. Tajniki zgłębiam na kursach, czytam, oglądam, zachwycam się dziełami innych, podglądam w internecie. Już samo to jest pasjonujące. Wiem co mi się podoba, co chciałabym realizować. Wiele nauczyłam się od Ani Sławińskiej w Szkole patchworku w Warszawie - od właściwego przykładania i trzymania linijki, krojenia obrotowym nożem, prasowania, zszywania do projektowania. Poznałam techniki, o których nie miałam pojęcia, mogłam z bliska oglądać jej prace, dotykać, pytać. Ania zaraziła mnie swoją patchworkową pasją na dobre. W głowie siedzi mi wiele gotowych projektów, na które wyszukuję i gromadzę tkaniny. Lubię miękkie wypełnienia, piękne tkaniny zarówno po stronie wierzchniej, jak i spodniej. Podziwiam subtelność ręcznego, mało skomplikowanego pikowania. Staram się to realizować. Prace, które wykonuję przeznaczone są dla najbliższej rodziny lub przyjaciół. Wykonałam ich niewiele, są proste, ale z pięknych tkanin, podobają się obdarowanym i mnie.

Dlaczego tworzę to, co tworzę?
Moja mama haftowała, dziergała, szyła. Od najmłodszych lat szyłam dla lalek, potem dla siebie, swoich dzieci, znajomych. Najpierw dlatego, że mama nie miała czasu szyć ubranek moim lalkom czy mnie, później z oszczędności lub braku w sklepach. Wiele rzeczy znoszonych, niewygodnych lub niemodnych "dostawało nowe życie". Później te robótki - początkowo często wykonywane z przymusu, stały się moją pasją. Ja to po prostu lubię. Poza tym tak uzewnętrzniam swoją "artystyczną duszę".

Jak przebiega mój proces twórczy?
Bywa różnie: raz chciałabym odtworzyć to, czym się zachwyciłam, innym razem kłębi mi się w głowie od pomysłów. Wchodzę np. do jakiegoś wnętrza i już wyobraźnia podsuwa mi gotowy projekt i kolorystykę narzuty, poduszki itp. Teraz poszukuję tkanin  w takiej wymyślonej do wnętrza kolorystyce, wzorze, fakturze do jednego projektu i nie znajduję. Innym razem - kupuję gotowe zestawy kolorystyczne, bo wydawało mi się, że ta kolorystyka świetnie pasuje do wnętrza, ale mam potem problem z zaprojektowaniem całości.
Jeśli już projekt w głowie dopasuję do tkanin lub odwrotnie, to pomysł przenoszę na papier w kratkę, oglądam przez kolejne dni, zmieniam jeśli trzeba, następnie kroję, układam, wielokrotnie przekładam, nieraz wymaga to zrobienia zdjęć dla porównania lub przypomnienia poprzedniego układu. Jeśli jestem zadowolona z uzyskanego efektu zaczynam zszywać elementy.
Inspirują mnie prace zamieszczane przez quilterki na blogach, w czasopismach, Pinterest, ale i przyroda - rośliny, zwierzęta, krajobrazy.

Zabawa Around the World Blog Hop trwa nadal. Do udziału serdecznie zapraszam Monikę, prowadzącą bloga Moje różne różności , którą poznałam na kursie patchworkowym u Ani Sławińskiej, a potem obserwowałam jej różnorodne twórcze poczynania. Zobaczcie co jej w duszy gra.


poniedziałek, 17 listopada 2014

Fascynacja różowym

Dawno nie zaglądałam na bloga - a to remont w domu, a to wnuczka mi się urodziła, a to pracownię sobie organizuję, a w kwestii zdrowia - doktorów odwiedzam i zgłębiam jak tu nie jeść pszenicy (glutenu), a odkąd zaczęłam czytać etykiety na produktach żywnościowych - również tej całej chemii w postaci polepszaczy smakowych, kolorystycznych, konserwantów. W tzw. międzyczasie coś tam dziergałam:


a jak po remoncie dotarłam do maszyny do szycia,to prawie "Chanel" z pikowanej delikatnej różowej dzianiny dla wnuczki uszyłam, niestety zdjęcia nie zrobiłam.

Kiedyś dziwiłam się, że w sklepach z odzieżą i zabawkami dla małych dziewczynek króluje kolor różowy, do czasu, aż okres różowości zaczął się u mojej wnuczki. Ma być różowo! Do tego królewienkowo, wróżkowo itp. Paraduje po domu w długich różowych sukienkach z falbankami, tiulami i jest szczęśliwa.
Poddałam się temu trendowi, rozglądam się za różowym ... Nawet sama mam parę rzeczy w tym kolorze i jestem z nich zadowolona. No i zatrzymuję wzrok na tiulowych różowościach. Ostatnio w H&M natknęłam się na długą tiulową, w złote gwiazdki, sukienkę z falbanami dla małych dziewczynek z taką samą sukienką dla lalki. Zachwycił mnie ten komplet i już nie mogę doczekać się reakcji wnuczki, gdy rozpakuje prezent. Niestety, tą reakcję mogę tylko oglądać na skype.

Niedawno przeczytałam książkę Hanny Samson "Życie po mężczyźnie", w której dorosła kobieta wspomina, że matka nie pozwoliła jej przejść okresu fascynacji różowościami. Nie pozwoliła jej również na wiele innych rzeczy - ale o tym trzeba już doczytać w powieści, która mnie pozytywnie zaskoczyła, bo tytuł wskazuje jakby na inną treść. Momentami smutne, ale napisane z humorem. Polecam.
Cieszę się, że moja wnuczka nie będzie miała takich problemów.


niedziela, 31 sierpnia 2014

fartuszek

  Uszyłam fartuszek dla wnuczki ze spódnicy jej mamy:


Pierwszy raz założyła go do robienia naleśników. Lubi pomagać mamie w kuchni, a ja uwielbiam na nią patrzeć.

środa, 27 sierpnia 2014

patchworkowa narzuta

Patchworkową narzutę na małe łóżko uszyłam wcześniej, pojechała do mojej wnuczki.
Wierzch - zestaw kwadratów:
Spód z jednolitej tkaniny - misie na różowym tle. Na zdjęciu róż wyszedł blady, w rzeczywistości kolor jest  intensywniejszy. Wnuczce bardziej podobają się misie, więc spód stał się wierzchem.


poniedziałek, 25 sierpnia 2014

stolik sobie zrobiłam

Od czasu jak przyszła na świat moja wnuczka, marzy mi się wykonanie domku dla lalek. Taki domek chciałam też dla moich dzieci, jednak nigdy nie było na to czasu. Rozglądam się więc w temacie domkowym to tu, to tam (tzn. na blogach, facebooku, literaturze dla hobbystów itp. itd.). Domki, które mi się podobają sporo kosztują, więc może samodzielnie zabiorę się za spełnienie swoich marzeń. Szyć i dziergać potrafię, więc została stolarka i tapicerka. Za sprawą  "wióry lecą" wybrałam się na warsztaty stolarki na Mazury. W pięknej scenerii Zdor nad Śniardwami




zrobiłam mały stolik:
  



Teraz nie straszna mi piła, wiertarka, hebel, raszpla... Stolik mały, ale łatwo nie było. Może łatwiej będzie wykonać lalkowy domek.
Pomysł na stolarkę dla kobiet "wióry lecą" - fantastyczny. Warsztaty są wyjazdowe lub w Warszawie. Myślę, że jeszcze nie raz będę w nich uczestniczyć.

piątek, 23 maja 2014

Maszyna jeszcze poczeka

Powoli wracam do robótek, ale na razie tylko w wersji mini - małe druty, małe ubranka dla małych lalek mojej wnuczki. Za oknem prawie lato, a u mnie kolekcja jesień/zima (chyba) 2014/2015:


Na maszynę do szycia tylko zerkam, chociaż parę rzeczy już czeka do uszycia:



wtorek, 1 kwietnia 2014

Gorset dla małej krakowianki

Gorset - część stroju krakowianki dla 4 letniej Majki:



Uszyłam go z aksamitu i bawełnianej podszewki. Haftowałam muliną i koralikami.
Z przodu wykorzystałam dwie gotowe aplikacje - czerwone kwiatki, zakupione w pasmanterii. Za pomocą ciepłego żelazka (żelazko przykładałam od strony lewej aksamitu) przykleiłam je na przodach gorsetu. Po raz pierwszy zdecydowałam się na haft na aksamicie, ale nie bardzo wiedziałam, jak się za to zabrać. Problem stanowiło odrysowanie wzoru.
Zrobiłam to następująco: na lewą stronę aksamitu (przed skrojeniem gorsetu) naprasowałam białą flizelinę, następnie skroiłam gorset, na białej flizelinie narysowałam wzór pisakiem znikającym, potem wykonałam fastrygę po narysowanych liniach kolorową muliną, dzięki czemu wzór widoczny był po prawej stronie aksamitu.
Gorset z przodu jest sznurowany czerwoną wstążką. Wykorzystałam do przewlekania wstążki czarne kółeczka od ramiączek, zakupione w pasmanterii, które wszyłam na brzegach przodu gorsetu - pomiędzy aksamitem a podszewkę.
Może nie do końca ten gorset przypomina taki prawdziwy krakowski, ale  Majka była zachwycona, a mnie sprawiło to wielką radość.
Zdjęcie pozostałych części stroju krakowianki zamieściłam w poprzednim poście.

środa, 26 marca 2014

Krakowianka jedna ...

Długo mnie nie było na blogu, dopadła mnie choroba. Dwa miesiące na zwolnieniu lekarskim - myślałam że ten wolny od pracy zawodowej czas będę mogła poświęcić na robótki, na które ciągle - jak mi się wydawało - miałam za mało czasu. Jednak dopiero od tygodnia czuję się na tyle lepiej, że już mi się chce wymyślać, planować, szyć.
No i efektem tego jest strój krakowianki dla prawie czteroletniej (jak ten czas leci) mojej wnuczki Majki i 35 cm lalki.
A skąd pomysł uszycia stroju krakowskiego -
- córka powiedziała mi o "dniu polskim" w przedszkolu, do którego Majka uczęszcza (w Pradze czeskiej), który przygotowują rodzice polskich dzieci;
- następnego dnia wybrałam się na zakupy do sklepu spożywczego i w otwartych drzwiach sklepu z odzieżą używaną, który mijam po drodze, zobaczyłam na wieszaku białą spódniczkę z pięknymi haftowanymi falbanami - no i od razu "stanął mi przed oczami" strój krakowski. Kiedyś sama tańczyłam w zespole ludowym i wkładałam do krakowiaka haftowaną halkę z falbanami, koszulę z haftowanym marszczonym kołnierzem, czerwoną kwiecistą spódnicę, gorset, wianek z polnych kwiatów i czerwone korale .... Oj jakie to piękne wspomnienia. Zakupiłam spódnicę za 1 zł (w soboty w tym sklepie wszystko za złotówkę) i - można powiedzieć - tak to się zaczęło. Odwiedziłam jeszcze parę razy ten sklep w poszukiwaniu tkaniny na spódniczkę lub gorset, ale bez rezultatu.
Niestety - nie znalazłam odpowiedniej tkaniny na spódniczkę, sztucznych kwiatków polnych na drucikach na wianek w innych sklepach i w internecie, więc zamówiłam gotową spódniczkę i wianek w sklepie internetowym Beskid Art Deco. Stamtąd również otrzymałam kawałek tkaniny na spódniczkę dla lalki, którą już uszyłam sama.
I tak to wygląda:


Ze sklepu internetowego jest gotowy wianek (29 zł) i spódniczka dla wnuczki. Zamówiłam spódniczkę o maksymalnej długości za wskazaną cenę  (37 zł) bez podwijania i przyszywania ozdobnych tasiemek (tasiemki w załączeniu). Spódniczkę podwinęłam sama, a tasiemki przyszyję, jeśli będą pasowały do całości stroju. Halki, bluzki - z wykorzystaniem haftowanych ozdobnych falban - oraz fartuszki, zostały uszyte przeze mnie. Korale (większe) - 3 sznury o różnej długości - nawlekałam na rozciągliwą żyłkę i przyczepiłam do kółeczek (kółeczka do ramiączek zakupione w pasmanterii), przez które przewleczona jest czerwona wstążka, która stanowić będzie wiązanie i jednocześnie regulację długości korali. Sznur czerwonych korali podarowała mi Ala (dziękuję).
Do wykonania pozostał jeszcze gorset. Będzie z czarnego aksamitu, haftowany muliną, koralikami i cekinami. Na razie obmyślam, jak go wykroić i wyhaftować.
Postaram się opisać wszystko szczegółowo w innym terminie. Może ktoś, jak ja, postanowi uszyć samodzielnie taki strój.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Po weekendowe co nieco ...

W sobotę uszyłam dla córki poduszkę na krzesło z resztek batikowych tkanin, które pozostały z szycia narzuty - technika bisquit guilting (sposób szycia opisałam 15.06.2013 r.):


Jest godzina 18, za oknem gwiżdże wiatr i pada śnieg:


Piję pyszną herbatę i zajadam się ciasteczkami, które upiekłam w sobotę z okazji Dnia Babci. Te półfrancuskie ciasteczka są znakomite. Przepis na nie można znaleźć w poście z dnia 16.12.2013 r.

niedziela, 5 stycznia 2014

Mieć wnuczkę ...

Poduszka okrągła dla Majki:


Wzór podpatrzony w internecie. Tkaniny (na włosy, policzki, usta) ze sklepu "Ładne tkaniny".

Trzyletnie paluszki nawlekają małe koraliki na rozciągliwą żyłkę:


Zabawy z wodą w Galerii Bzzz w Centrum Nauki Kopernik:


Bezcenne chwile spędzone z małym człowieczkiem w domu przy zabawach, sprzątaniu, ucztowaniu, czytaniu, śpiewaniu, na huśtawce, spacerach, w teatrze (polecam Teatr Młodego Widza w Warszawie) oraz dorosłą rodziną, naładowały moje "akumulatory" na następne miesiące.
A teraz będę oglądać w TV Puls bajkę  braci Grimm "Roszpunka" - miła niespodzianka dla mnie po powrocie do domu. O historii Roszpunki zupełnie zapomniałam, a Maja dostała w prezencie lalkę Roszpunkę.